środa, 8 czerwca 2016

Jak to się zaczęło?

Korzystając z tego, że śpisz sobie smacznie, a mnie bardzo (BARDZO) nie chce się sprzątać w mieszkaniu... Chcę opowiedzieć Ci, jak to się wszystko zaczęło.

Od jakiegoś czasu wiedzieliśmy z Tatą, że chcemy powiększyć rodzinę. Staraliśmy się od pół roku, bez efektów. Korzystając z wiosny, postanowiłam zrobić post warzywno-owocowy dr Ewy Dąbrowskiej, który miał oczyścić organizm i go wyleczyć (w tym również wg autorki, miał pomagać w przygotowaniu organizmu do ciąży - jeśli chcesz, możesz poczytać o nim tu: KLIK). I pewnego dnia, jakiś czas po zakończeniu postu...

Jechaliśmy z Twoim Tatą samochodem (nie pamiętam, chyba to było z pracy do domu), kiedy poczułam, że coś jest inaczej. Może uznasz to za głupie, ale tak właśnie było.

Miałam ostatni z kupionych testów ciążowych. Niecały tydzień wcześniej zrobiłam jeden, który nie wykazał pożądanego rezultatu. Z tym ostatnim poczekałam do następnego ranka, żeby wynik był jak najbardziej wiarygodny. W każdym razie, o jakiejś nieludzko porannej porze, zaspana jak niedźwiedzica zimą, poczyniłam niezbędne kroki i siedziałam sobie, gapiąc się na puste pole. Zasada była prosta - dwie kreski równa się nadzieja. Pierwsza kreska pojawiła się szybko*, potem kilka nieznośnie długich chwil nie działo się nic. I już, już, zrezygnowana miałam wracać do łóżka, gdy pojawiła się druga, blada kreska. Nigdy, żadna kawa nie postawiła mnie na nogi tak szybko :).
Tata przyjął wieści zaspany i obrócił się zaraz na drugi bok, bo do pobudki zostało mu jeszcze sporo. A ja już nie mogłam spać, tak bardzo się cieszyłam, że będę miała Ciebie!

W ciągu kilku dni lekarz potwierdził, że jesteś i że zostaniemy rodzicami. Na ekranie USG byłeś małym bąbelkiem, który przewrócił nam świat do góry nogami. Dziękuję Ci!


* gdyby Twoja Mama przeczytała jak człowiek całą instrukcję, to by wiedziała, że to już ta pierwsza kreska oznaczała ciążę, a ta druga była tylko kontrolna (żeby sprawdzić, czy test w ogóle działa).

środa, 1 czerwca 2016

Pierwszy Dzień Dziecka w nowej formie

Cześć Synku!

Od jakiegoś już czasu nosiłam się z zamiarem założenia tego bloga, ale jakoś nie miałam czasu ;). Dzisiaj jest pierwszy Dzień Dziecka, który mogę obchodzić w drugą stronę niż do tej pory - jako Mama! Dotąd byłam wyłącznie dzieckiem i  to ja otrzymywałam życzenia. Dziś Twoja kolej.

Jerzyku - życzę Ci, abyś rozwijał się i uczył świata jak najdłużej z czystą dziecięcą ciekawością. Abyś żył szczęśliwy i otoczony miłością. Abyś rósł zdrowo. I żebyś zawsze widział, że Twoi rodzice (pomimo swoich wad) starają się jak tylko mogą i kochają Cię jak tylko potrafią.

Blog ma być dla Ciebie prezentem, który chcę Ci przedstawić w odpowiednim czasie, abyś mógł "przypomnieć" sobie niemowlęce czasy, których zapewne nie będziesz pamiętał, albo żebyś mógł spojrzeć na niektóre wydarzenia z tej perspektywy, z której ja patrzę. Mam nadzieję, że Cię to zaciekawi i ucieszy.

Całuję,
Mama